Nieco
spontaniczna ale bardzo udana wyprawa, dziewicza dla świeżo
mianowanego, nowego członka ekipy - Franka. Niestety po
raz kolejny zabrakło Kamila i Alberta, których niestety
zatrzymała praca. Wyruszyliśmy trochę późno,
ok. 9:30, ale mimo nie sprzyjających do końca warunków
atmosferycznych podróż przepływała bardzo płynnie.
W południe mieliśmy już słońce i praktycznie żadnego
wiatru. Po drodze zatrzymywaliśmy się m.in w Czchowie,
Łososinie (lotnisko) i Nowym Sączu (rynek). Granicę
przekroczyliśmy koło 16. Po drugiej jej stronie mieliśmy
problemy ze znalezieniem świeżego pieczywa i świeżej
wędliny, na co złożyła się przerwa świąteczna w
Polsce i monopolowy popyt po przekroczeniu granicy.
Jednak jakoś sobie poradziliśmy i przy ognisku i słowackim
"Bażancie" miło spędziliśmy wieczór i
przy "jamrockich" rytmach muzyki zasnęliśmy
w spokoju :). Noc była zimna, co jest zrozumiałe ze
względu na tę porę roku, ale daliśmy radę. Już
wcześniej z pewnych przyczyn zaplanowaliśmy powrót
pociągiem do Tarnowa. Ów pociąg mieliśmy dopiero tuż
przed godziną 15, więc zdecydowaliśmy się wcześniej
na mini xc po
Piwnicznej, nieco parodoksalne, ponieważ mieliśmy
sakwy, ale nie wyjeżdżaliśmy zbyt daleko i wysoko,
doskonale się przy tym relaksując. Późniejsza
podróż pociągiem nie obyła się bez atrakcji, a te
zapewnili nam studenci Politechniki Krakowskiej :). Z Tarnowa
wróciliśmy już oczywiście na rowerach. |